 Radni szukają nowych kierunków współpracy zagranicznej. Czeladzcy zaproponowali, by gmina poszukała sobie miasta partnerskiego w Brazylii.
Górę wziął jednak zdrowy rozsądek i ostatecznie rada miejska nie poparła tego pomysłu. Zwłaszcza, że koszty współpracy z czterema europejskimi miastami partnerskimi Czeladzi stale rosną, a w ubiegłym roku przekroczyły 350 tysięcy złotych. Gdyby dodano do tego koszty wizyt w Ameryce Południowej, byłyby jeszcze wyższe.
Wydawanie takich pieniędzy na podróże urzędników, radnych i młodzieży nie wszystkim się podoba.
Zdaniem Przemysława Szałańskiego, czeladzianina, koszty, jakie ponosi miasto z tytułu partnerskich umów są zbyt duże.
- Czeladź płaci co prawda niewiele za delegacje naszych radnych do innych miast, ale już koszt wizyt zagranicznych partnerów u nas wyniósł w ubiegłym roku około 194 tysiące złotych. Kwota delegacji naszych radnych za granicę to prawie 200 tysięcy złotych rocznie, ponieważ wyjeżdżają prawie darmo, ale płacimy za to sporo za rewizyty. Zwykli mieszkańcy niewiele korzystają z takich umów. A niemal 200 tys. zł wydane na delegacje oraz ponad 166 tysięcy zł na wymianę młodzieżową (tyle zapłaciło miasto w ubiegłym roku za gościnę młodzieży z Francji, Ukrainy i Łotwy - przy. red.), to kwota która może w zupełności wystarczyć na zapewnienie młodzieży wakacji, organizowanych przez profesjonalne biura podróży. Jestem przeciwny umowom partnerskim o takim kształcie. W znaczący sposób uszczuplają nasz budżet. Większe możliwości dałoby nawiązanie bliższej współpracy z Sosnowcem czy Będzinem, niż miastami zagranicznymi - twierdzi Szałański.
Podobnego zdania jest inny mieszkaniec Czeladzi, Robert Zach. Według niego kontakty z miastami partnerskimi dla "szarego obywatela" wydają się zbyteczne, bo często sprowadzają się do sponsorowania wycieczek dla wybrańców.
- Nie mam pojęcia, jakie korzyści mogą płynąć ze zwiększania ilości miast partnerskich. Może radnym, którzy zgłosili projekt zależało na kolejnej darmowej wycieczce - mówi Zach.
Miasto ma zawarte umowy partnerskie z Auby (we Francji), Żydaczowem (na Ukrainie), Viesite (w Łotwie) i Varpalotą (na Węgrzech).
Wojciech Maćkowski, kierownik wydziału promocji UM wyjaśnia, że w ramach wymiany wyjeżdżają członkowie stowarzyszeń i organizacji pozarządowych z terenu Czeladzi oraz urzędnicy i radni.
- O wyjazdach urzędników decyduje burmistrz, radnych przewodniczący RM, w przypadku stowarzyszeń i organizacji decydują one same. Przykładowo w 2008 roku na Ukrainę i Łotwę pojechała orkiestra dęta, aby zaprezentować naszą kulturę i górnicze tradycje, do Francji na zawody jeździli sportowcy, była też wymiana między strażakami. Staramy się, aby w kolejnych latach wyjeżdżały różne grupy - zapewnia Maćkowski.
W przypadku młodzieży jest to wymiana wakacyjna. Na każde gimnazjum przypada proporcjonalna do ilości uczniów liczba miejsc. Decyduje średnia ocen, bo jadą najlepsi.
- Koszt wyjazdu to 1800 złotych. Dla najlepszych - 900 zł. Zawsze jest też kilka miejsc pełnopłatnych - wyjaśnia Wojciech Maćkowski.
Ile kosztuje ta współpraca?
W Będzinie w ubiegłym roku delegacje radnych do miast partnerskich kosztowały 4697 zł.
Koszty wizyt przedstawicieli miast partnerskich w Będzinie były niemal dziesięciokrotnie wyższe. Na goszczenie młodzieży wydano natomiast ponad 12 tysięcy złotych.
Sosnowieccy radni w ubiegłym roku nie wyjeżdżali do miast partnerskich. Z budżetu miasta wydano ponad 158 tysięcy złotych na przyjęcie delegacji. Z tego ponad 8 tysięcy złotych poszło na sfinansowanie pobytu młodzieży (delegacje były mieszane oficjalno-młodzieżowe, ale przeważali w ich składzie ludzie młodzi).
- Na wizyty przedstawicieli swoich partnerów zagranicznych Urząd Miejski w Sosnowcu zdobył prawie 24 tysiące euro dofinansowania z Unii Europejskiej
- wyjaśnia Grzegorz Dąbrowski, rzecznik UM.
Źródło: Magdalena Nowacka - POLSKA Dziennik Zachodni,
TUTAJ możesz podyskutować na ten temat na Forum Moja Czeladź |