 Krzysztof Brzozowski zaczął od miotania po podwórku w Czeladzi granitowymi kostkami do wykładania chodników. Teraz pcha kulą. I to jak! Nawet słynny Tomasz Majewski w jego wieku osiągał gorsze wyniki.
17-latek trenuje dopiero od trzech lat, ale progresja jego wyników jest zadziwiająca. - Pamiętam jego pierwszy dzień w klubie. Bez większego trudu pchnął pięciokilogramową kulą ponad 13 metrów. Zaraz zadzwoniłem do trenera Andrzeja Kurdziela. Stwierdził, że będzie na stadionie za pół godziny. "Słyszysz, co do ciebie mówię?! Chłopak nigdy nie trenował i pchnął ponad 13 metrów!" - powtórzyłem wyraźniej. Wtedy oprzytomniał. "Co? Już jadę!" - śmieje się Jacek Markowski, prezes MKS-u MOS Płomień Sosnowiec. Kurdziel: - Dziwiłem się, skąd w nim taka moc, a Krzysiek opowiadał, że rzucał po podwórku cegłami i płytami chodnikowymi. Brzozowski zdradza, że najlepiej pchało mu się kostkami granitowymi, które znalazł w firmie ojca. - Dobrze leżały mi na dłoni, a latały naprawdę daleko. Wcześniej grałem w piłkę, koszykówkę czy tenisa, ale dopiero na stadionie lekkoatletycznym poczułem się sobą - mówi. Na razie rzuca kulami o wadze pięciu i sześciu kilogramów. Na seniorską "siódemkę" ma jeszcze czas. Dużo do myślenia daje jednak porównanie wyników Brzozowskiego i Tomasza Majewskiego - najlepszego polskiego kulomiota, mistrza olimpijskiego z Pekinu. - Majewski zaczął na poważnie trenować dopiero w juniorach, ale znalazłem informację, że gdy byliśmy w tym samym wieku, to on pchał "piątką" 14,5 metra, a ja prawie 22 - mówi zawodnik Płomienia. Przejście na siedmiokilogramową kulę nie jest jednak łatwe. Doświadczyło tego wielu utalentowanych juniorów. - Co fachowiec, to można usłyszeć inną opinię. Moim zdaniem Krzysiek będzie na to potrzebował nawet pięciu lat - mówi Markowski. Kurdziel: - Chłopak rozwija się lepiej niż zakładałem. Po dwóch latach treningów został wicemistrzem świata kadetów! Posiada wszystkie cechy, żeby odnieść sukces. Jest utalentowany, ambitny i pracowity. Ze stadionu trzeba go wyciągać wołami. - A ja myślę, że "siódemką" będzie mi się pchać najlepiej. Lubię jak kula jest duża, wtedy mam się od czego odepchnąć. Zawsze prosiłem, by moje pięcio - czy sześciokilogramowe kule miały jak największą średnicę. Mniejsze przełamywały mi palce. Łatwo wtedy o kontuzję - mówi kulomiot. W tym roku Brzozowski eksplodował formą. Podczas zawodów w Moskwie rzucił pięciokilogramową kulą 21, 91 m i ustanowił rekord Polski juniorów młodszych. - Jechałem do Rosji bez wielkich oczekiwań. W okresie przygotowawczym jedna kontuzja goniła drugą. Naderwałem mięsień piersiowy, potem miałem problemy z ramiennym. Skręciłem też kostkę. Brakowało mi szybkości, dynamiki, techniki. No, wszystkiego. Tymczasem wszedłem do koła i poczułem, że mam w łapie niezwykłą parę! Oddałem lekki rzut, a kula walnęła niemal w linię 22 metrów - wspomina Brzozowski, który w Moskwie wywalczył przepustkę do igrzysk olimpijskich juniorów młodszych, które w sierpniu odbędą się w Singapurze. - Pięknie to wygląda. Myślę, że w Azji - a może i wcześniej - pęknie granica 22 metrów - uważa Kurdziel. Polski Związek Lekkiej Atletyki docenił wyniki kulomiota i zaliczył go do grupy ośmiu najbardziej utalentowanych zawodników. Dzięki temu Brzozowski dostał też stypendium. - Wierzę, że po latach przerwy sosnowiecki klub doczeka się kolejnego olimpijczyka - mówi Markowski. Oby tylko wcześniej Brzozowskiego nie podkupiły inne kluby. Już teraz mówi się nieoficjalnie, że chętnie widzieliby go u siebie działacze z Mielca i Wrocławia.
źródło: sosnowiec.gazeta.pl
MB |